UMYSŁ POZA MIASTEM, CZYLI BŁĘDY EDUKACJI

Arystoteles rozpoczął swoją „Metafizykę” uwagą: „Wszystkim ludziom wrodzone jest pragnienie poznania”. Edukacja szkolna rozwija „wiedzę, że” (deklaratywną), kosztem „wiedzy jak” (proceduralnej). Ta pierwsza ma charakter uniwersalny: jej prawdziwość nie jest warunkowana sytuacją osoby poznającej świat. Ta druga jest pochodną indywidualnego doświadczenia człowieka i nie może zostać przekazana w mowie lub piśmie bez przynajmniej częściowej utraty znaczenia.

Zredukowanie wiedzy szkolnej do wiedzy deklaratywnej eliminuje kontekst poznania, czyli jego usytuowanie, ucieleśnienie i wewnętrzną celowość. Usytuowanie umysłu oznacza jego uzależnienie od środowiska fizycznego, społecznego i instytucjonalnego, które wzmacnia zdolności przetwarzania informacji przez ludzki mózg. Stoimy nie na barkach olbrzymów, jak mawiał Isaac Newton, lecz milionów jednostek, które – na przestrzeni przynajmniej ostatnich 50 tysięcy lat – stworzyły informacyjne zasoby od których zależy rozwój osobniczy każdego człowieka. Nie musimy przystosowywać się do świata, lecz możemy – konstruując niszę poznawczą (na przykład w formie miasta) – świat przystosować do samych siebie.

Ucieleśnienie umysłu to odejście od dominacji modalności wzrokowej na rzecz pluralizmu sensorycznego, ze szczególnym uwzględnieniem roli dotyku. Ręce są kluczowym fizycznym narzędziem umożliwiającym realizację poznawczych zadań odróżniających człowieka od reszty świata zwierząt. Ewolucja mózgu była najprawdopodobniej czasowo następcza względem ewolucji dłoni, doprowadzając do „udomowienia” neuronalnego substratu umysłu: przystosowania go do życia w świecie społecznym. Dłonie w świecie społecznym to przede wszystkim narzędzia poznawczych działań, takich jak liczenie na palcach, oraz narzędzia socjalizacji, wspierane aktywnością neuronów lustrzanych. Obserwując innych w kontekstach międzyludzkich, odczuwamy silny impuls robienia tego samego, czyli uczymy się przez imitację.

Wewnętrzna celowość podejmowanych działań, czyli wykonywanie swojej pracy „dla samego dobrego jej wykonania”, jest – zdaniem socjologa Richarda Sennetta – cechą odróżniającą nas od innych form życia. Z natury dążymy by nasza praca miała dla nas znaczenie, a więc by nie tylko była środkiem do pragmatycznego celu. Naszym powołaniem jest fachowość, uosabiająca zaangażowanie i nie uznająca kompromisów. Fachowiec z pewnością ma charakter, rozumiany jako „etyczna wartość, jakiej podporządkowane są nasze pragnienia i relacje z innymi”. Nie próbuje pracować szybciej, gdyby miało to odbić się na jakości produktu i nie próbuje korzystać z łatwej pomocy innych, gdyby to miało obniżyć jego rozumienie tego, co robi.

Osiągnięcie pułapu fachowości wydaje się niestety czymś trudnym lub niemal utopijnym: praca z definicji kojarzy się nam z systemem zewnętrznych nagród. Niektórzy dorośli uważają, że dziecko uczy się, gdy rodzice nagradzają je za dobre oceny, a wielu dorosłych z chęcią wykonuje dobrze płatną pracę. W kolejnym wpisie zastanowimy się w jaki sposób można rozwinąć fachowość człowieka usytuowanego w kontekście miasta.

Komentarze

Informacje o nowych wpisach prosto na Twój e-mail

Signup now and receive an email once I publish new content.

I agree to have my personal information transfered to MailChimp ( more information )

I will never give away, trade or sell your email address. You can unsubscribe at any time.

O autorze

Maciej

Maciej

Dr hab. filozofii, biolog, kognitywista, pracownik naukowy Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu, Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Poznaniu, i Akademii im. Leona Koźmińskiego w Warszawie. Prowadzi badania nad miastem użytecznym. Więcej informacji znajdziesz: tutaj.

error: Treść jest chroniona !!